Skocz do zawartości

Zdjęcie

Beatka, och!



  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
5 odpowiedzi w tym temacie

#1
erotyczny

erotyczny

    Amator

  • VIP
  • PipPipPip
  • 30 postów
Mam już pięćdziesiąt siedem lat, rodziców już nie mam. Ale mam młodszego brata, który dochował się dwójki dzieci. Jedno z nich to Januszek, który w wieku dwudziestu sześciu lat ożenił się i usamodzielnił. Pochodzimy z zamożnej rodziny i kupno mieszkania w nagrodę za ukończenie studiów, to żaden problem. Januszek marzył o karierze dyplomatycznej i to go bardzo rajcowało; temu celowi podporządkowywał wszystko. Żeniąc się, myślał przede wszystkim, by jego towarzyszka życia była ładna, bo przecież małżonka dyplomaty powinna być ładna. Powinna także mieć interesujący zawód. No i Paulina - och, można do niej mówić: Paola - była pianistką. Bardzo ambitną pianistką, która chciała być najlepszą, ciągle koncertować po świecie, otrzymywać kosze kwiatów i być otoczona przez wytwornych panów, pijących szampana, grających w golfa, a na dodatek mających wille to na Florydzie, to na Lazurowym Wybrzeżu.
Mój brat i bratowa dali Januszkowi swoje mieszkanie w Warszawie, sami zaś kupili sobie cudny domek w górach i tam przenieśli się na stale. Nasi rodzice już nie żyli. Natomiast ja byłem żonaty, ale nie mieliśmy dzieci. Tak się złożyło i nawet nie dociekaliśmy z czyjego powodu tychże dzieci nie mamy. Było to wygodne, bo. nie musieliśmy stosować żadnych zabezpieczeń. Ha, a ja byłem prawie pewny, że jakiś sąsiad, czy przygodnie poznany facet, nie zmajstruje (na moje konto!) mojej żonie dzidziusia.
Po jakichś piętnastu latach małżeństwa spróbowaliśmy po raz pierwszy seksu grupowego. Po prostu były imieniny Lutki, mojej żony. Wpadli do nas nasi przyjaciele: jej przyjaciółka z mężem i mój kolega z żoną. Znaliśmy się nawzajem od lat i lubiliśmy się bardzo. .Tego dnia było gorąco i tęgo sobie popiliśmy. Jedna z pań zasugerowała: oj, chętnie zrobiłabym striptiz! Panowie oczywiście zaczęli judzić: no, to zrób num stnptiz! Długo trzeba było namawiać ją, aby słowa wcieliła w czyn, wreszcie Lutka zadeklarowała się: jak ty zrobisz, to ja zaraz po tobie też się rozbiorę! A gdy już obie były gole, to i trzecia pani zsunęła z siebie przyodziewek... I teraz one zaczęły podpuszczać panów, ze niby męski stnptiz jest też konieczny. Mieliśmy temat do przekomarzania się, ale w końcu wszyscy byliśmy nadzy. Wtedy mój kumpel powiedział z zapałem:
- Od lat marzę, aby wycałować plecki ślicznej Lutce! Ona ma je cudowne!
- Nic o tym nie wiem... - droczyła się Lutka
- A ja marzę od lat, aby Witold wycałował mi plecki! – powiedziała przyjaciółka Lutki.
Byliśmy w salonie w naszym domku w Podkowie Leśnej. Stała tam skórzana kanapa i cztery pufiaste, głębokie fotele, też skórzane. Siedziałem na jednym z nich, widząc wszystkich pozostałych.
- No, moja droga - zareagowałem rycersko - jeśli tylko chcesz, to twoje marzenia mogę zrealizować! Podejdź, siądź na me kolana a wycałuję ci plecki.
Kobitka była na luzie i naszła ją chętka na platanie figli. Niewiele się namyślała; usiadła mi na, gołych nogach tak, abym mógł obcałować jej plecki. l robiąc to ucapiłem ją w końcu za piersi Jej goły tyłeczek przesuwał się coraz bliżej i bliżej mojego fiuta... Natomiast Lutka zaczęła uszczęśliwiać swoimi pleckami tego, który tak za nimi tęsknił. Trzecia para wciąż tańczyła bardzo wolno i byli czule wtuleni w siebie. To oni pogasili światła, zostawiając tylko zapalony kinkiet w przedpokoju, który rzucał nikle światła przez szklane drzwi.
Oczywiście kutas zaczął mi rosnąć i rosnąć, twardnieć i pewnie uwierał w plecy, moją partnerkę. Uniosłem ją więc do góry i przełożyłem fiuta do przodu, opierał się więc teraz o jej dziurki i pewnie jego czubek mogła zobaczyć pomiędzy swoimi nogami. Cały czas obcałowywałem jej plecki i pieściłem cycuszki. W pewnym momencie pochyliła się do przodu i oparła dłonie o moje kolana. Uniosła biodra i wolniutko naprowadziła fiuta na swoją zwilgotniałą norkę... Wlazł w nią jak dorodny ogórek w zsiadłe mleko.
Przez cały czas posuwania przyjaciółki Lutki spoglądałem, co robią pozostali. Lulka ze swoim partnerem kopiowali to, co robiłem ja i moja kobitka. A trzecia para wolała inaczej. Ona oparła ramiona na poręczy fotela, on zaś wbił się w nią od tyłu... Potem znów trochę popiliśmy i nastąpiła zmiana partnerek. Teraz ja dupczyłem żoneczkę kumpla, zaś Lutkę drugi z naszych gości... Ranek zastał wszystkich bez sił i na niezłym kacu.
Przez prawie dwa tygodnie nie odzywaliśmy się do siebie... Pary małżeńskie w wąskim dwuosobowym gronie przedyskutowały incydent. Oboje z Lutką niewiele rozmawialiśmy na ten temat:
- Fajnie było wczoraj - rzuciłem, gdy już minął kac.
- Owszem – przytaknęła żoneczka.
- Zaprosimy ich w takim składzie jeszcze raz, kiedyś...?
- Nie widzę przeciwwskazań – oświadczyła. - Ale teraz oni powinni nas zaprosić.
Mieliśmy wtedy zaledwie po trzydzieści pięć lat. Niektórzy z nas dobijali do czterdziestki, ale żadne jej nie przekroczyło. A więc byliśmy już nieco znużeni naszymi ślubnymi partnerami. Ale tak w ogóle, to seks nas pociągał. Teraz każdy z na miał nie po jednej, ale po trzy kobity... Ale tamci mieli dzieci i rzadko mieli wolne chaty. I przyjęło się, że wszelkie intymności odbywały się u nas. Przyjaciółka Lutki wpadała niby do Lutki. ale zawsze znalazł się pretekst, abyśmy się zdrowo popieprzyli. Mój kumpel też nie krępował się w rżnięciu Lutki. Ale najczęściej spotykaliśmy się w sobotę wieczorem, niby na brydża. A potem... Cóż. najbardziej nas rajcowało, gdy cała szóstka była razem w salonie i mogliśmy nawzajem się oglądać, a nawet rozmawiać..
Kiedyś Lutka przy prowadziła do domu jakiegoś kolegę z pracy. Posadziła go na fotelu .i puściła film z DVD. Poszła wziąć prysznic. Obaj zatem oglądaliśmy ten film, niewiele rozmawiając. Wreszcie Lutka przyszła w kusym szlafroczku i podała dobre wino, trochę kanapek i ciasteczka. Usiadła na poręczy fotela, w którym tkwił jej kolega. Po pewnym czasie zauważyłem, że on głaszcze jej pupę, zaś ona gmera mu przy rozporku. Wreszcie zsunęła się z poręczy i nabiła na jego maczugę. Cóż, nie przeszkadzałem im, skoro ich taka sytuacja podniecała.
Wspominam o tym wszystkim dlatego, aby było jasne, jakie układy wiązały mnie z moją żoną. Byliśmy tak zwanym małżeństwem bezpruderyjnym, które wiele rzeczy widziało i niczym się nie gorszy. Oczywiście nasza szóstka nie chwaliła się osobom postronnym tymi naszymi randkami. A do tego dochodziły jeszcze różne sporadyczne skoki na boki.
U mojego bratanka seks stał chyba na dalszym planie. Oboje zajęci byli robieniem karier, i przytrafiła się im paskudna wpadka. Już w drugim roku małżeństwa Paola zaszła w ciążę. Wcale tego nie planowali... Byli tym faktem wstrząśnięci i przez wiele miesięcy nie mogli się pozbierać. W końcu Paola urodziła przepiękną córeczkę, której dali na imię Beatka. Przez rok młoda matka poświęcała dziecku swój czas, wyłączając się z zawodowych zajęć. Ale polem zapragnęła powrotu do muzyki, do koncertów! Zaczęła się w ich domu era pań opiekunek i nianiek. Mieli straszliwe perypetie.
Niezbyt często odwiedzaliśmy z Lutką Januszka i jego rodzinkę. Ale co kilka miesięcy mogliśmy naocznie się przekonać, jak Beatka rośnie. To była śliczna dziewczynka. Przede wszystkim nie była przekarmiona, jak to często się zdarza z takimi berbeciami. Była smukła i pewnie dlatego bardzo żywa. Nie sprawiało jej kłopotu bieganie, długie spacerowanie, włażenie na przeróżne drabinki na placach zabaw. Jej matka postanowiła, że dziewczynka będzie miała długie włosv... No więc rosły jej pukle kruczowłosych, kręconych włosków. Pięknie otaczały jej roześmianą buźkę. Smarkuli puściły się, wyraziste i czarne jak smoła, brwii i rzęsy. Poniżej linii ust, na policzku miała uroczy pieprzyk, też czarny. Nosek i usteczka tej małej mogły służyć za model dla artysty rzeźbiącego lub malującego aniołki.
Ta mała coraz bardziej podobała mi się i wielokrotnie zapraszałem Januszów do odwiedzin w Podkowie Leśnej. Wreszcie przyjechali do nas, gdy Beatka kończyła sześć latek. Było trochę większe towarzystwo na tym obiedzie, więc mogłem poświęcić dziecku sporo czasu. Bardzo podobał się jej strych, ze wszystkimi gratami, które się tam znajdowały. Zainteresowały ją też maszyny do pisania, bo kolekcjonowałem je od paru lat. Chciała nauczyć się pisać na maszynie... Obiecałem jej, że jak będzie starsza, to i owszem, nauczę jej stukania w klawisze. Beatkę najbardziej oczarowała suczka, Miśka. Bawiły się razem znakomicie i pewnie mała chętnie zabrałaby ją ze sobą.
A przy stole Paulina opowiadała akurat, jakie to mają kłopoty z zapewnieniem opieki dla malej. Żal mi było dziewczynki, która coraz bardziej podbijała moje serce, l w pewnym momencie wtrąciłem się:
- Moi drodzy, jeśli kiedyś nie będziecie mieli absolutnie nikogo, kto mógłby zaopiekować się Beatką, to przypomnijcie sobie o stryju i stryjence i podrzućcie ją tutaj, do Podkowy Leśnej.
Janusz i Paulina grzeczne podziękowali mi za tę ofertę. Ale nie mogłem absolutnie wyczuć, czy zapadła im w pamięć ta moja gotowość do opieki nad ich latoroślą. A może nie potraktowali tego poważnie? Nie wiedziałem tego wtedy. Po wyjściu gości Lutka ochrzaniła mnie z góry na dół:
- Ja tam małej nie będę bawiła. Gdyby Januszowie ją tutaj podrzucili, to sam będziesz opiekował się smarkatą. Na mnie nie licz!
Akurat kończyłem wtedy kolejną książkę i byłem zaabsorbowany finiszowymi rozdziałami. Cóż, dla pięćdziesięciosiedmioletniego pisarza praca pozwala mu pokazać się, że jeszcze jest kimś użytecznym, ważnym. Muszę pochwalić się, że te moje książki nawet dobrze się sprzedawały. Lutka nie zawracała mi głowy, bo akurat napinali w jej biurze jakiś zagraniczny kontrakt. Moja żona była cenionym inżynierem, ważną osobą w swoim biurze. Dość często wyjeżdżała z Warszawy, a nawet z kraju, aby dokonywać inspekcji różnorodnych budów...
No i którejś majowej soboty zadzwonił Janusz i spytał, czy rzeczywiście moglibyśmy zająć się Beatką przez cale popołudnie, bo nie ma w domu Paoli, zaś on miał niespodziewany telefon i musi wyjść na obiad z kimś ważnym. Odpowiedziałem, że może przywieźć mi małą. Obiecał, że zadzwoni, gdy tylko upora się z natrętem. Na pewno miało to być przed dwudziestą...
Mała przyjechała do nas nawet chętnie. Zabrała ze sobą niewiele rzeczy, bo wszyscy planowaliśmy, że pobędzie u nas tylko kilka godzin. Januszek wysadził dziecko, zamienił ze mną kilka zdań, pomachał Lutce, którą zobaczył na werandzie i tyleśmy go widzieli. Lutka po pół godzinie wyszła gdzieś na miasto... Zostałem więc sam z Beatką w naszym domu. Póki było ciepło, bawiliśmy się z suczką w ogrodzie, podlaliśmy kwiatki, porzucaliśmy piłką. A potem poszliśmy pooglądać filmy rysunkowe i dobranockę. robiłem malej kolację...
- A ty nie będziesz jadł? - spytała.
- Och, ja nie jadam kolacji, bo przecież jestem już bardzo gruby ”” powiedziałem i nagle zachciało mi się żartów: - Popatrz na mój pas, nawet ołówka nie da się wsunąć za pasek.
Popatrzyła łobuzersko na ten mój szeroki, wojskowy pas i wstała od stołu.
- Ano zobaczymy - powiedziała i zaczęła wsuwać rozprostowaną dłoń za pasek tuż nad rozporkiem. Odruchowo wciągnąłem brzuch i wtedy rączka smarkatej wsunęła się aż po łokieć!
Pewnie oczy stanęły mi dęba z wrażenia. To było niesamowite uczucie. Jej paluszki przejechały po moich genitaliach aż do samego dołu. Miałem na sobie białe slipki i Beatka nie dotknęła nieosłoniętego fiuta. Chyba nie zdawała sobie sprawy, czego dotknęła przez cienką tkaninę gaci.
A moje jądra poczuły jakby uderzenie ostrogi. Wyraziście przypomniałem sobie, że mam jeszcze soki w swoim korzeniu. Wyobraziłem sobie, jak byłoby przyjemnie, gdyby ta mała zrobiła to samo, ale gdybym nie miał slipek.
Wyszedłem z pokoju i popędziłem do szafy. Zdjąłem spodnie i założyłem na gołe ciało inne, stare i rozciągnięte. W jednej z kieszeni była duża dziura, przez którą mogłem przesunąć dłoń. Wróciłem do malej i stołu.
- No dobra, zjem trochę, ale pewnie nie będzie potem w spodniach ani jednego centymetra luzu...
Niby oglądała to swoje cudeńko w telewizorze, ale zapamiętała, co do niej mówiłem. Gdy zjadłem kanapkę i wypiłem herbatę zacząłem sprzątać ze stołu. Wtedy ona podeszła do mnie:
- No, pewnie nadal masz jeszcze luz przy pasku - powiedziała zupełnie naiwnie, jak mi się przynajmniej zdawało. No i zaczęła ładować mi łapkę za pasek.
- Na pewno nie uda ci się włożyć ręki tak głęboko jak poprzednio - powiedziałem drżącym z emocji głosem.
- A wcale nie! ”” powiedziała, silnie pchając piąstkę. I udało jej się wsadzić rękę głęboko. I wtedy oboje zamarliśmy, wstrzymaliśmy oddechy. Ona pewnie rozmyślała czego dotyka jej łapka, co tam jest takiego drapiącego? I co jest tam takiego miękkiego? A ja zamarłem z rozkoszy! Tak, to jej dotknięcie sprawiło mi wręcz niewyobrażalną przyjemność.. Po chwili mała, bez słowa komentarza czy pytań, wysunęła łapkę... Wyniosłem do kuchni talerzyki, filiżanki ł inne dyrdymały i zabrałem się za zmywanie. Beatka przyszła do mnie, do kuchni.
- O masz inne spodnie, takie popielate...
- Tak, to są stare spodnie i nic się nie stanie jak się zachlapią czy pobrudzą na przykład dżemem. Są podarte, a jedna kieszeń to jest na wylot dziurawa...
- Tak? - spytała i wsadziła piąstkę do prawej kieszeni, która akurat była cała. Moje przyrodzenie wyczuło dotyk tej smarkuli. Potem stanęła z drugiej mojej strony.
- Mogę zobaczyć tę dziurę?
- Oczywiście, tylko wkładaj rękę powoli i ostrożnie, bo możesz mnie uderzyć i będzie to bolało – odparłem.
l wtedy zdałem sobie sprawę, że bardzo chcę, aby ta mała capnęła mnie za fiuta. No, choćby pogłaskała go tylko. To było uczucie, które można porównać tylko do tego, jakie nachodzi chłopca, który po raz pierwszy wsuwa dłoń pod majtki dziewczynie. Teraz chciałem, aby ona dotykała mnie... Beatka dotarta paluszkami do dziury i przebierała nimi po krawędzi rozdartego materiału. A ja zachęcałem:
- Dziura jest pewnie już tak duża. że można włożyć w nią całą pięść...
Mała dziewczynka chwyciła przynętę. Bez słowa wsunęła w dziurę całą dłoń i paluszkami dotknęła mojego fiuta i jajców. A ja nie chciałem, aby wyjmowała te swoje paluszki!
- Pewnie nie lubisz dotykać zimnego ciała. Ja mam tam nogi całkiem zimne! - powiedziałem załamującym się głosem – nie mogłem zamaskować podniecenia, ale mała nie zorientowała się w tym.
- Chyba masz ciepłe – stwierdziła, dotykając skóry mojej nogi. _ Nie masz zimnych nóg...
- Niemożliwe – zdziwiłem się. Wszędzie tam jest ciepło?
Beatka przesunęła rączką wzdłuż nogi, w górę i w dół i znów w górę. Lekko obróciłem się w pasie w lewą stronę. I wtedy jej piąstka trafiła w moje lewe jądro... Rozwarła piąstkę i dotknęła ciała, pokrytego sztywnymi włoskami. Był to dotyk ulotny, jakiś taki nierealny - ona samą skórą, opuszkami palców chciała poznać to coś kosmatego. Włosami czułem,. że jej rączka poszybowała nad mojego fiuta. A potem Beatka ostrożnie zakończyła rekonesans.
I w tym momencie zadzwonił telefon. Januszek bardzo przepraszał, ale może odebrać pociechę dopiero około dziesiątej. Musi podjąć swoich gości kolacją.
- Czy Beatka powinna tak późno w nocy wracać do domu, tłuc się po mieście? ”” spytałem rzeczowo. ”” A może ty spokojnie pozałatwiasz swoje sprawy, a dziecię zanocuje u nas?! Zadzwonisz rano...
- Och, jaki jesteś miły! Dobra, zadzwonię rano... - i czym prędzej wyłączył się.
Beatka słyszała naszą rozmowę i nie okazała żadnego zdziwienia, ani też niezadowolenia. Widocznie była przyzwyczajona do przebywania u różnych obcych ludzi. Uśmiechnąłem się do niej serdecznie, a ona odwzajemniła uśmiech. Wróciła przed telewizor na jeszcze jakieś pól godziny.
Posłałem jej łóżko w pokoiku gościnnym, który przylegał do mojej sypialni. Świeżutka pościel aż pachniała. Wyciągnąłem czysty ręcznik i głowiłem się w czym ona będzie spała. Wreszcie znalazłem w szafie swoją koszulę sprzed lat, z której dawno już „wyrosłem". Teraz z pewnością zabrakłoby jej na moim brzuchu z jakieś dwadzieścia centymetrów. Beatka sięgała mi po szyję, a więc nie była taka malutka.
Około dziewiątej pokazałem jej pokoik, w którym miała spać, łazienkę. Spytałem czy da radę poodkręcać i pozakręcać wszystko jak trzeba. Powiedzieliśmy sobie dobranoc no i poszedłem sobie poczytać. Po pewnym czasie poczłapałem do łazienki i wziąłem kąpiel. Nasza wanna pamiętała czasy przedwojenne. Była ogromna i mogło się w niej bez kłopotu kąpać dwoje dorosłych osób... Odświeżony i pachnący założyłem letnią, cienką pidżamę i poszedłem do sypialni. Ledwo ułożyłem się na swoim również dużym łóżku, uchyliły się drzwi i wparowała Beatka, zawinięta w moją koszulinę.
- W całym domu tal pusto, że aż strach – powiedziała małolata. – czy mogłabym przespać się z tobą? Przyniosę swoja poduszkę i jasiek...
- Dobra, przynieś, ale może ci być niewygodnie. A w nocy to ja chrapię!
Mała nie dała się spławić. Po chwili przytargała poduchę i ułożyła ją na łóżku. Szybciutko wślizgnęła się pod kołdrę. Miała rozpuszczone włoski i ich czerń robiła olbrzymi kleks na białej pościeli. Po chwili główka małej wylądowała na moim lewym ramieniu. Prawą ręką próbowała mnie objąć, ale jej się to nie udało... Nagle podniosła głowę i spytała:
- Czy pidżamę masz tak samo wąską jak spodnie?
Udałem, że już zasypiam i nie odpowiedziałem małej. Beatka powoli ucapiła brzeg dołu od pidżamy i podniosłą go do góry. Guma nie była naciągnięta, więc to widocznie zaspokoiło jej ciekawość, bo nie wpychała już łapki do mojej pidżamy. Pomyślałem: A –szkoda! Te jej łapki są takie podniecające. Hm, a może lepiej trzymać tę małą na dystans. W końcu jest to wnuczka mojego brata i gdyby rodzina dowiedziała się, jakie to ja brewerie wyprawiam z dziewczynką, to mogła być niezła draka! Ale o co w końcu chodzi, przecież ja jej nie dotykam w pipeczkę, ani nie mam takiego zamiaru. A to przecież najważniejsze! Mnie sprawia radość jej dotykanie mojego przyrodzenia. Och, jakież to rozkoszne! Nawet przez materiał, przez gatki czy pidżamę.
- Witoldzie, czy śpisz – głośno zaszeptała. – Czy mogę się do ciebie przytulić?
- Możesz, Beatko, pewnie, że możesz – odszeptałem jej cicho. Nie byłem pewien, czy ta konwersacja miała miejsce na jawie, czy były to moje urojenia. Ale po chwili poczułem, jak Beatka kładzie mi główkę na piersi, zaś rączkę lokuję na ... wzgórku łonowym. Przez cienką pidżamę zapewne wyczuła moje włosiska... Ba, za jakiś czas łapka tej małej osuwa się dokładnie na mojego fiuta! I chyba jej paluszki zaciskają się na moim korzeniu. który zaczyna pęcznieć, sztywnieć i podnosić się. A może ona przez sen tak ruszała palcami i rączką? Zaczynam przenosić się do krainy urojeń i marzeń. Mój fiut aż pulsuje z podniecenia. Czuję, że koniuszek wilgotnieje i zbierają się soki, szukające drogi ujścia. Może tylko wyobrażam sobie, że jej palce macają mojego kutasa? Może śnię tylko, iż jej ręka spoczywa na moim instrumencie? Och, sam nie wiem już co się ze mną dzieje... Jest mi coraz przyjemniej i błogo. Fale rozkoszy promieniują w moich lędźwiach i udach... Tak, to czystej wody rozkosz... chłonę ją bez ruchu i w skupieniu... I nagle, jak zwykle nagle i niespodziewanie, zaczyna się erupcja mego fiuta. Jedno drgnienie delikatne jeszcze/potem drugie, silniejsze. Gwałtowny podskok armaty, a potem niepowstrzymanym strumieniem leją się soki w pidżamę... Och, tak, Beatka jednak trzymała mnie za fiuta, bo teraz poruszyła palcami, pewnie zdziwiła ją ta wilgoć. Zdecydowanym niebem przekręciłem uda na prawą stronę, aby ona nie zorientowała się, co się stało! l dalej chłonąłem rozkosz, niewyobrażalną słodycz spełnienia.
Gdy moje nerwy i lędźwie uspokoiły się już na dobre, delikatnie wydostałem się spod kołdry. Poszedłem umyć się i przepłukać pidżamę. Długo jeszcze siedziałem w łazience, chcąc Jak najdłużej zatrzymać w sobie to przeżycie... Nie, to jest daleko silniejsza rozkosz, niż zwykle ruchanie kobity... A może dlatego tak podnieca, że chyba jest zakazane? Że zawsze frajdę sprawia psucie niewinnych stworzonek? Ba, ale czy to jest psucie? To przecież rzecz bardzo względna! Przecież tacy nudyści przyzwyczajają dzieci od maleńkości do widoku gołych ciał! W innych kręgach kulturowo-religijnych nagość nie jest żadnym grzechem! No, czy na pewno robię coś zdrożnego?
Wróciłem do łóżka, ale już bez dołu od pidżamy, który się suszył w łazience. Gdy ułożyłem się wygodnie, mała usiadła i spytała całkiem przytomnym głosikiem:
- A czy ty znasz jakieś bajki? Czy mógłbyś mi jakąś opowiedzieć?
- Och, znam ich dziesiątki. Ale czy nie za późno na bajki?
- Nie, wcale nie. Opowiedz... Będę grzecznie słuchać i ani na chwilę ci nie przerwę! - I aby zademonstrować, jaka to ona będzie grzeczna, przytuliła się do mnie przylepnie. Koszulinę miała nie zapiętą; jej nagie ciałko dotknęło mojej golizny i zaskoczyło to ją.
- O, nie masz pidżamy - stwierdziła, objeżdżając swoją dłonią całe moje biodro i udo. - Wiesz, mnie też jest ciepło w tej koszuli, ą ponadto ona drapie! Może ją zdejmę? - poprosiła.
- A rób co chcesz - pozwoliłem jej i natychmiast zrzuciła koszulinę i przykryła się kołdrą.
Oparła się na swoim prawym łokciu i lewą ręką objęła mnie w pasie. Więcej, lewą nóżkę zgięła w kolanie i podciągnęła, opierając się o moje nagie podudzie. Ja zaś uznałem za stosowne otoczyć jej ciałko lewą ręką i przytrzymać blisko swojego. Nie, jej nagość mnie nie podniecała!!! Podniecała mnie myśl, że ta mała może znów dotknąć mojego fiuta!
I tak się stało. Zacząłem powoli opowiadać historię o pewnej Elźuni i jej Babuni, a Beatka poczęła wodzić dłonią po moim brzuchu. Wiedziałem, że jest to pretekst do tego, aby wypuścić ciekawskie paluszki na moje podbrzusze i jeszcze niżej. Ona bardzo naturalnie zatopiła te paluszki w moje włosy. Udawała, że nie robią na niej wrażenia te intymne wioski i że bawi się mmi, jakby moją czupryną. A potem delikatnie dotknęła cala dłonią mojego fiuta u nasady. I przestała się krępować, czaić i robić jakieś wybiegi. Po prostu delikatnie badała paluszkami jego długość, szerokość i najbliższe otoczenie. Ja udawałem, że nic się nie dzieje, nawet wtedy, gdy zacisnęła dłoń na moim jądrze. Udawałem, że zajęty jestem wyłącznie bajką. Małolata uparcie badała strukturę mojego kutasa. Zorientowała się, ze chyba jest na nim za dużo skóry i zaczęła tę skórę przesuwać od nasady do góry; zauważyła dotykiem, że koniec fiuta schował się w tę skórkę. No więc popuściła tę skórę i koniec fiuta odsłonił się sam. Pewnie dziwiło ją, że ten fiut robi się coraz twardszy, bo co jakiś czas ściskała go w połowie. W pewnym momencie odwróciłem się lekko i na pupie w jej stronę. A więc fiut zbliżył się do jej nagiego ciałka i chyba poręczniej jej było manipulować przy nim.
No, nie! To byłą niesamowite! Zdecydowanie rozkosz z tą małą przewyższała wszelkie moje przeżycia erotyczne. I to .pieprzenie się z Lutką jeszcze przed ślubem, a potem rżnięcie się w trzy pary; Nie, tego nawet nie można porównać! Beatka była cudowna, a jej rozpuszczone włoski łaskotały mi nozdrza i usta.
Małolatka przytulała się coraz milej i serdeczniej do mojego boku i coraz śmielej dotykała sterczącego fiuta! Mimo, że prawie omdlewałem z rozkoszy, to nadal opowiadałem losy tej Elźuni, a w trzeciej warstwie swojej świadomości rozważałem, jak daleko mogę się z tą małą posunąć... Przecież jej rodzice na pewno nie byliby zadowoleni, gdyby dowiedzieli się, że ich czarnulka trzepie konia swojemu dziadkowi stryjecznemu! Uznaliby to pewnie za co najmniej świński czyn! Pewnie zerwaliby ze mną stosunki... Nie, nie powinienem dopuścić do tego, aby małą opryskała moja sperma.
Zakończyłem więc bajkę i odwróciłem się w drugą stronę. Wytrysk był tuż, tuż...
- Pójdę zrobić siusiu - oznajmiłem Beatce. A w łazience włożyłem fiuta do umywalki i puściłem na niego strumień letniej wody. Zamknąłem oczy i bez kłopotu wyobraziłem sobie, że ta mała nadal bawi się moim kutasem! Sok wypływał mi wolno, bez tryśnięć i podskoków, l znów trudno opisać rozkosz, jakiej doznawałem!
Rano Beatka spala długo. Zdążyłem kupić świeżutkie bułeczki i rogale i spokojnie przegotować mleko. Wyciągnąłem ze spiżarki konfitury z truskawek. Aż uszy jej się trzęsły, gdy wcinała te smakołyki popijając kakao. Potem wybraliśmy się na spacer z Miśką i trafiliśmy na budkę z lodami.
- Beatko, czy ty o wszystkim mówisz swoim rodzicom? - spytałem.
- A czemu pytasz?
- Bo widzisz, nie wiem, czy wolno ci jeść tyle lodów... Może cię za to skrzyczeć tata
- E, nie skrzyczałby wcale, gdybym mu powiedziała.
- Powiedz mi, czy tato chodzi po mieszkaniu goły?
- Nie, co ty!
- A czy śpi bez pidżamy., tak jak my dzisiaj?
- Nie wiem, bo nie wpuszcza mnie do swojego łóżka...
- Beatko, zastanów się dobrze, czy rodzice nie skrzyczeliby cię, gdyby się dowiedzieli, że spaliśmy razem i to bez pidżamek.
- Nie wiem...
- No, a fajna była wczorajsza bajka?
- Pewnie, że fajna! I ty jesteś bardzo, ale to bardzo fajny! Lubię cię...
- No to przyjedź do mnie na dłużej... Chciałabyś?
- Pewnie, że chciałabym!
Janusz odezwał się dopiero po południu i znów przepraszał. Powiedziałem mu, że nie ma sprawy! A jak małą odbierał, to powiedziałem mu przy Beatce:
- Bardzo podoba mi się twoja córa! Ile razy będziesz chciał zostawić ją u nas, tyle razy przywoź bez pytania. Zbliżają się wakacje, więc możesz podrzucić ją nawet na tydzień lub dwa... Ona nie przeszkadza mi w pracy, świetnie się bawi i nawet pomagała w zmywaniu.
Przez następne kilka dni miałem pietra, że lada moment zadzwoni któryś rodzic małej Beatki i urządzi mi piekielną awanturę. Ale nic takiego się nie wydarzyło i powoli się uspokajałem. Ale o Beatce wciąż myślałem i ciągle rozważałem kwestię, czy powinienem... Pal licho rodziców, ale czy nie wywrze to na malej jakiegoś złego wpływu? Może te wrażenia z dzieciństwa zaważą na jej przyszłym życiu erotycznym? O, nie chciałbym, a by zwichnęło się coś w jej główce... Nie, nie powinienem już brać tu do siebie tej uroczej, cudownej, kochanej Beatki.
- Stryju, znów nie mamy co zrobić z Beatką...- Janusz zawiesił głos i jakby czekał na moją decyzję. Pewnie mała nie pisnęła słówkiem. - Ona bardzo chce pojechać do stryja, do Podkowy...
- Absolutnie nie sprawi mi kłopotu! ”” zapewniłem bratanka, wbrew temu, co sobie przyrzekałem. Nie powinienem jej zapraszać! A jednak kilka sekund wyobrażenia sobie poprzedniej rozkazy, przekreśliło wszelkie obietnice.
- Stryju, ale tym razem to chcielibyśmy zostawić ją w piątek rano, a odebrać dopiero w poniedziałek... To aż cztery dni!
- Dobra! W porządku! Możesz przyjeżdżać.. Tylko co z kościołem w niedzielę? Wiesz, że ja nie chodzę...
- No i dobrze! Beatka też nie musi.
- Powiedz mi także, czy Beatka nie może czegoś jadać, bo ma na przykład uczulenie?
- Nic o tym nie wiem, jest całkiem zdrowa!
Ojcem to ty nie jesteś troskliwym! pomyślałem o Januszu i zacząłem przygotowywać się na jej przyjazd. Cóż, przez trzy dni nie dam rady zabawiać sam smarkatej. Na pewno znudzi się moim towarzystwem. Hm, co by tu zrobić? No i przypomniałem sobie o Izie, małej sąsiadce. Kilka domów dalej stał duży, kilkumieszkaniowy dom, w którym mieszkały rodziny z kwaterunku. Były to osoby niezamożne, a nawet biedne. W domu tym często urządzano głośne libacje. I chodząc na spacery z Miską zauważyłem dziewczynkę, na którą matka wołała Iza. A może by tak poznać je ze sobą? Może przypadną sobie do gustu? Wypatrywałem więc Izy lub jej mamy, aż w końcu je dopadłem.
- Dzień dobry sąsiadce - zagadnąłem, a gdy przystanęły: - W piątek przyjeżdża do mnie wnuczka w wieku Izy. Chyba pojedziemy do ogrodu Zoologicznego... Hm, a może i Iza pojechałaby z nami?
- Pewnie by chciała - odparła matka, bo Iza bala się odezwać.
- No, to wpadnę z moją Beatką przed .wyjazdem...
- Ależ panie kochany, tam pewnie trzeba płacić za bilet. A my nie mamy pieniędzy na takie przyjemności... Nie, mała zostanie.
- Droga sąsiadko, ja zapłacę za obie dziewczynki. I kupię im lody i frytki i hamburgera; co tylko zechcą! Sąsiadko, na pewno im się spodoba!
- No, nie wiem, nie wiem...
Ale w piątek mama Izy pozwoliła jej pojechać z nami. Przedtem przygotowałem Beatkę na poznanie się z Izą:
- Beatko, mam tu sąsiadkę w twoim wieku. Ma na imię Iza. Oni są bardzo biedni, więc nie mów jej, że masz dużo lalek. że mama jeździ ciągle za granicę, że możesz sobie kupić dużo drogich rzeczy. Nie wypytuj jej także o rodziców, mieszkanie. Bo będzie jej przykro...
Iza była bardzo jasną blondynką. Główki obu dziewczynek wspaniale kontrastowały ze sobą. I na tle Izy widać było dopiero urodę Beatki. Dziewczynki uśmiechnęły się do siebie... Matce Izy powiedziałem, że wrócimy do Warszawy dopiero pod wieczór, albo i wieczorem. Nie chciałem, żeby się martwiła.
Iza była ubrana w bardzo tandetną sukienczynę, poplamioną i spraną. Gorzej, jej nogi były po prostu brudne, zapuszczone. Postanowiłem zabrać je do Pruszkowa i wstąpić do odpowiedniego sklepu dla dzieciaków.
- Czy miałaby pani jakiej dwie identyczne sukieneczki dla moich pociech?
Wybierała sukieneczki Beatka.. Potem obie je przymierzały. I gdy zobaczyłem majtki Izy, zrobiło mi się słabo.
- Proszę jeszcze sześć par majteczek dla smarkatych. I po parze ładnych skarpetek dla nich...
Ale nie dałem im wyjść ze sklepu w nowych ciuszkach. Przywiozłem z powrotem do domu i poleciłem obu wejść do wanny.
- Szorujcie kolana, całe nogi i ręce. Mydłem i gąbką. Zaraz przyjdę do was i umyję wam plecki.
Wyszorowałem kolana i łokcie, zwłaszcza Izie. Umyłem jej plecy i pupę i cale krocze. Pachniały drogim mydłem i świeżością. A jeszcze przed kąpielą wrzuciłem sukienkę Izy i jej majtki do pralki. Potem ubrały się w nowe sukieneczki, ładnie uczesały i popędziliśmy do Ogrodu Zoologicznego. Oczywiście były lody, batony, ciacha. Na obiad zjadły furę frytek z kiełbaskami. Widziałem jak Iza była zachwycona. Odstawiłem ją do domu dopiero o siódmej wieczorem. I na pożegnanie powiedziałem jej matce:
- Jutro też pojedziemy do Warszawy, więc jeśli Iza chciałaby z nami... Aż samego rana może nas odwiedzić, to pobawią się w ogródku.
No i znów zostaliśmy z Beatką sami w całym domu. Kompletnie pustym domu. Czy ona znów będzie się bała spać sama?
- Ja to po całym tym dniu muszę się wykąpać - powiedziałem małej, gdy rozsiadła się przed telewizorem.
- Ja też kąpię się co wieczór - powiedziała Beatka.
- To bardzo dobrze!
- Witold, czy w tej wannie zmieścilibyśmy się oboje? - spytała.
- Pewnie tak!
- To jak skończy się dobranocka, to przyjdę do ciebie. Dobrze?
Dech mi zaparło. Gdyby potem trzeba było składać jakieś zeznania, to mógłbym oczywiście zaprzeczyć, że ją namawiałem do wspólnej kąpieli. Oczywiście, pozwoliłem jej, starając się, aby mój glos brzmiał spokojnie i naturalnie. A w środku czułem wielkie podniecenie. Szybko wskoczyłem pod prysznic i obmyłem dupala i fiuta z przyległościami. Również nogi umyłem solidnie. I dopiero wtedy zacząłem napuszczać wodę do tej kąpieli we dwoje. Wlałem sporo płynu do kąpieli, który używała Lutka. Błyskawicznie zrobiła się piana tak, że jak mała przyszła, ta byłem już skryty po piersi w pianie.
Beatka wlazła do wody po przeciwnej stronie wanny. Zaczęliśmy rozmawiać o minionym dniu. W pewnej chwili dotknęła mojej stopy. Podeszwy to ja mam takie, że nie czuję ani dotykania piórkiem, ani nawet szpilką. Ale zachichotałem i podrzuciłem nogę, jakby mnie naszły nie wiem jakie łaskotki. Mała zaczęła się śmiać.
- A masz łaskotki pod packami? - spytała.
- Nie wiem! - powiedziałem, słusznie zakładając, że będzie chciała to sprawdzić. Uklękła i przysunęła się blisko mojego brzucha, czyli pomiędzy moje rozłożone nogi. Obu rączkami pogmerała mi pod pachami, ale tym razem nie zareagowałem.
- A tutaj masz łaskotki? - paluszkami badała najpierw boki, potem brzuch. Oboje wiedzieliśmy, że te próby skończą się na moim fiucie. Jak na razie nie stanął mi, choć byłem podniecony.
- Witold, on wczoraj był duży, a teraz jest mały.
- Tak to już jest; tylko czasami jest duży...
- Tak? A kiedy jest duży?
- A wtedy, gdy ktoś go pogłaszcze, popieści. Wtedy on robi się coraz większy.
Beatka nic już na ten temat nie powiedziała. Usiadła sobie na piętach tuż koło mojego fiuta, jej kolanka dotykały moich jąder. Wszystkimi dziesięcioma paluszkami zaczęła pieścić mojego starego, wyrobionego chuja. A nadal rozmawliśmy o zwierzątkach i o Izie. Dopuściłem ciepłej wody i dolałem odrobinę płynu, aby piana była większa. Mała zsuwała mi skórkę z fiuta i potem naciągała. Obmacywała jajca. A gdy podciągnąłem się do pozycji siedzącej, ona znów się przysunęła za mną. Natomiast fiut rósł i rosi. I znów zacząłem rozmyślać o tym, co było nieuchronne - w końcu nastąpi erupcja kutasa i popłynie sperma. Ona zawsze miała ostry zapach, który takiej malej dziewczynce może się nie spodobać Widok glutowatego męskiego soku też może ją obrzydzić. Ba, ale... tutaj, w wodzie nie będzie ani czuć spermy,, ani jej widać pod pianą. Mała może nawet nie zorientować się, że coś tam mi wytrysnęło.
- O, twój ptaszek jest już duży i taki twardy – Beatka nie wytrzymała i podzieliła się ze mną spostrzeżeniem.
- To dlatego, te go popieściłaś...
- A tobie też jest miło, gdy go pieszczę?
- Tak, to jest bardzo fajne. No, ja to bardzo lubię. Ale Beatko, gdy on jest taki duży i twardy, to baw się nim delikatniej. A gdy zacznie podrygiwać, to możesz go znowu mocno tarmosić..
Ona była doprawdy pojętna, Jej uśmiechnięta buźka i rozbawione oczęta wprawiały mnie w wielkie uniesienie. Doprawdy aniołek pieścił mnie i spławiał przeogromną rozkosz. Tak, rozkosz, coraz intensywniejszą, coraz bardziej błogą. Krew uderzała mi do głowy i ciemniało w oczach. Świat wokół stawał się nierealny, a jednocześnie cudowny! Na pewno żaden narkotyk nie może wprawić w taki przepiękny stan. Beatka coś tam do mnie, mówiła, ja chyba potakiwałem... I przeszedł mnie najpierw dreszcz krótki, taki szarpany. Drgnął fiut, ale zaraz się uspokoił. Po chwili drgnęły mi uda - nie kontrolowałem tych odruchów. No i zaczął napinać się fiut, jak dyszel w wozie, jadącym po nierównym terenie. Małolata widocznie przypomniała sobie, że teraz powinna tarmosić mojego kutasa energicznie, bo ujęła go mocno i pociskała silnie. Odginała na lego i prawo. Raz stuknęła nim, jak trzonkiem od motyki, ó swoje kolanka. No i wulkan wybuchł z całą mocą, a ja o mało nie zemdlałem. To były chyba szczyty przyjemnością jakie może człowiek osiągnąć na ty m padole... A Beatka Wcale nie wypuszczała go ze swoich łapek.
- Twój ptak podrygiwał jak wariat - powiedziała nagle.
- No, ale się uspokoił i pewnie chce trochę odpocząć. Również od pieszczot.
Dziewczynka przestała ruszać paluszkami, ale nie wypuszczała fiuta z rączek. Znów mówiliśmy o czymś innym. Wyczułem, że ona nie poczuła wypływu spermy. Odebrała tylko drgawki mojego drąga i nit poza tym. To dobrze, pomyślałem, to bardzo dobrze... Fiut stracił na grubości i twardości. Wracał do stanu spoczynku i wolałem na razie zakończyć pieszczoty.
- Wstań i odwróć się do. mnie - poprosiłem małą. - Siadałaś w takich dziwnych miejscach, że pewnie pobrudziłaś dupalka. Zresztą pamiętasz jakie miałaś majtki. A przecież rano były całkiem nowe. No, jazda.
Wychodząc z wanny szybko okryłem jajca ręcznikiem. Mała nic nie zobaczyła. A była ciekawa, oj, ciekawa!
- Witold, pokaż swojego ptaszka! Dotykałam goi pieściłam, ale ani razu nie widziałam!
Nie odpowiedziałem jej, ale powiesiłem ręcznik na sznurku i mogła sobie popatrzeć. Znów wyciągnęła łapkę. Ale ją uprzedziłem.
- To cale urządzenie ma futerał. O, tak się go ściąga, a tak wciąga. Właśnie to wciąganie i wyciąganie jest przyjemne dla właściciela ptaszka. Ot, i cała tajemnica.
Jednak zjedliśmy kolację. Szyneczka z masełkiem bardzo jej smakowała. A i bułeczki się nie zeschły. Potem smarkula uparła się, aby obejrzeć film dla dorosłych. Gdy usiadłem na kanapie, ona wlazła mi na kolana i przytuliła się pleckami. Hm. ona chyba po prostu szuka ciepła u kogoś starszego.
Jej rodzice nie poświęcają Jej sporo czasu, nie przytulają, nie ściskają czule... Ona pewnie to wyczuwa i szuka gdzie indziej przyjaznej duszy... Cóż, Januszkowie sami sobie są winni, że mała polubiła przyszywanego dziadka. No i niech tak będzie. Po filmie zrzuciliśmy szlafroczki i niestety mała znów nie miała co włożyć na siebie, bo Janusz nie pomyślał, aby przywieźć te sobą koszulę nocną lub pidżamkę. Legliśmy więc nadzy i mała przytuliła się do mnie. Jej rączka pewnie odruchowo powędrowała na mojego fiuta... Ale przeżycia całego dnia mocno zmogły dziewczynkę i po dobrej chwili już Słodko spała.
A mnie naszły zdrożne myśli. A może jutro wciągnąć do figli również Izę? Zawsze co dwa aniołeczki, to nie jeden! Nie. to nie ma sensu! Po co zaczynać z jakimś pijackim towarzystwem. Jeszcze sąsiedzi zaczną sąsiedzi zaczną się mścić za zdeprawowanie małej?! A może ta Iza wcale nie jest ciekawa fiuta... \V sobotę stawiła się razem z mamą.
- Proszę wejść na chwilę sąsiadko. Jeszcze nie zjedliśmy śniadania. A mam pyszne winko, na dobre rozpoczęcie dnia...
Dała się skusić i weszła na posesję. Iza od razu pobiegła do Beatki, a ja oprowadziłem sąsiadkę po ogródku, a potem zaprosiłem do domu. Z uznaniem patrzyła na ładne meble w salonie, oczy jej się zapaliły, gdy zobaczyła zawartość barku. Nalałem w kieliszki madery, sobie tylko trochę, tłumacząc jej, że będę prowadził samochód, więc nie mogę pić.
- A na górze jest taki sam rozkład? - spytała zapewne dlatego, aby naciągnąć mnie na jeszcze Jeden kieliszek. Poprowadziłem ją na górę i pokazałem nawet łazienkę.
- O tutaj do tej dużej wanny zagoniłem obie dziewczynki, aby umyły się porządnie po naszej wyprawie. Dupalki miały brudne jak Cyganki... Sąsiadko, nie ma pani chyba nic przeciwko kąpieli?
- Oczywiście, że z pobrudzonym tyłkiem jechać do miasta nie przystoi - odpada spokojnie i odstawiła kieliszek.
Gdy Iza zobaczyła, że siadamy do śniadania, to - widziełem to wyraźnie - aż jej ślinka pociekła. Zaprosiłem ją na bułki i jajecznicę na szynce. Wypiły kakao i zakąsiły pączkiem IZa wzięła też kilka kawałków czekolady, która leżała na stole. Młodziutka sąsiadeczka czuła się coraz swobodniej.
- Ja nie mam w domu żadnych zabawek – powiedziałem ze smutkiem. - Teraz pobawcie się w cokolwiek, a po dziesiątej pojedziemy do sklepu w Pruszkowie i coś kupimy.
- Hurra - krzyknęła Beatką i podbiegła do mnie, aby mnie ucałować. Po chwili to samo zrobiła Iza, Byłem zadowolony, że ta druga pomału oswaja się ze mną. W sklepiku kupiliśmy dwie skakanki, piłkę i dwie lalki. Każda 2 nich mogła sobie wybierać, co chciała, Beatka zaprowadziła Izę na strych i tam się bawiły ze dwie godziny. Potem grały piłkę, skakały. Przed obiadem były tak brudne, że musiałem znów zagonić do wanny. Iza bez krępacji nadstawiała plecki i pupę, abym jej umył. Nic a nic się nie wstydziła.
- Jak Beatka wróci do rodziców, to możesz Izo przychodzić do mnie i kąpać się w tej wannie. Oczywiście, jeśli ja będę w domu. Widzę, że ci się podoba tutaj!
- Pewnie! Tutaj jest bardzo fajnie!
Pojechaliśmy do Warszawy na obiad, a potem oczywiście do wesołego miasteczka. Balem się, czy upilnuję obie dziewczynki, które były ruchliwe, jak żywe srebro. Ale one pilnowały się mnie, bo przecież byłem fundatorem wszystkich biletów. Oczywiście zajadały lody, milki-way, orzeszki, prażynki i diabli wiedzą co. Wszystko im smakowało, wszystko je ciekawiło. A po powrocie do domu, miały jeszcze siłę na użycie skakanek. Były niezniszczalne! A kolację jadły tak, jakby je ktoś głodził cały dzień. Na szczęście miałem w lodówce kilka tacek naleśników z serem, jakże smakowitych ze słodką śmietaną i konfiturami z wisienek. Wreszcie przypomnieliśmy sobie, że Iza powinna pójść do domu i pokazać się mamie.
- Wiktor, a czy ona nie mogłaby spać u nas? - spytała
Beatka. Iza nadstawiła ucha...
- Oczywiście, że mogłaby, ale nie wiadomo, czy mama by jej pozwoliła!
- Nie wiem, Wiktorze - Iza po raz pierwszy powiedziała mi po imieniu. Przygarnąłem ją do siebie i przytuliłem niewinnie.
- A chciałabyś? - spytałem.
- Ale byłoby fajnie! - pisnęła Beatka.
- Pewnie, że byłoby - zgodziłem się z nią. A na pożegnanie powiedziałem sąsiadeczce: - Jutro, jeśli zechcesz, to możesz przyjść do nas nawet o siódmej rano.
Po odprowadzeniu Izy najpierw oglądaliśmy telewizję, a dopiero potem poszliśmy się kąpać. Figle w wannie powtórzyły się prawie dokładnie, z tym że mała dużo sprawniej pieściła mi chuja! Obu łapkami złapała, gdy u mnie był finisz! l już nie krępowaliśmy się kompletnie?
A co jutro przyniesie? Czy znów będzie radośnie, miło i rozkosznie? Czy nic nie zakłuci tej sielanki? Czy w życie siwiejącego pana znów wnikną jasne promyki, bijące od tych rozkosznych aniołków? A może wypełznie skąś czarna moc, której na imię jest kara?!!! No, dlaczego? Przecież w końcu to nic takiego...
Co przyniesie niedziela???

#2
basiorski

basiorski

    Podglądacz

  • VIP
  • PipPip
  • 17 postów
Niesmaczne.

#3
norbi38

norbi38

    Niezdecydowany

  • VIP
  • Pip
  • 1 postów
SKRZYWIENIE :(

#4
grzesgb4

grzesgb4

    Niezdecydowany

  • VIP
  • Pip
  • 1 postów
mam nadzieje że to zmyślona historia bo takiego faceta to bym mu jaja urwał i wsadził do więzienia z największymi zwyrodnialcami

#5
patronus

patronus

    Podglądacz

  • VIP
  • PipPip
  • 10 postów
całkiem przyjemne, tylko te włosiska na jajcach, fe , to jest niesmaczne, mógłbuś się ogolić!

#6
logister

logister

    Niezdecydowany

  • VIP
  • Pip
  • 3 postów
Czekam na ciąg dalszy dla mnie super




Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych